Czy warto płacić za pytania?
„Płacić za pytania? To może już lepiej iść do psychologa albo doradcy…” – z takimi reakcjami spotyka się niejeden początkujący polski coach, który w dobrej wierze i zgodnie z zasadami etyki zawodowej wyjaśnia potencjalnym klientom działanie coachingu.
Można mówić, że rynek w Polsce nie jest równie dojrzały co w krajach anglojęzycznych, zachodnioeuropejskich czy nawet latynoamerykańskich. Chociaż nawet tam, są ludzie, którzy po prostu nadal nie rozumieją czym jest coaching. A to czego się rozumie, budzi obawy. Dodatkowo sytuację komplikują podający się za coachów mówcy motywacyjni, niedouczeni samozwańcy oraz część psychologów, którym wydaje się, że coaching to taki kawałek psychologii.
To wszystko jednak nie wyjaśnia oporu, jaki u niektórych budzi myśl, by płacić nie za odpowiedzi, lecz za pytania.
Sądzę, że tak zwany diabeł tkwi w tym, kim są ci „niektórzy”. A jest ich w naszym kraju całkiem sporo.
Sporo jest osób, które nie wierzą, że są w stanie w sobie samych (przy wsparciu profesjonalisty) znaleźć najlepsze odpowiedzi na nurtujące je problemy.
Może to być efekt tak zwanej wyuczonej bezradności, kiedy ktoś przez całe życie lub przez wystarczająco długi czas był warunkowany do tego, że sam „nie da rady”.
Może to być symptom poczucia intelektualnej niższości, kiedy ktoś uważa się za głupszego, mniej rozgarniętego, gorzej wykształconego i w związku z tym woli nie mieć własnego zdania, a nawet nie chce go szukać.
Może to być postawa związana z umysłowym lenistwem: „Po co mam się wysilać, lepiej niech ktoś zrobi to za mnie”. (Na marginesie: Tej postawy nie należy mylić z delegowaniem).
Może również być to nawyk, by z wątpliwościami zwracać się do autorytetów (kiedyś zwykle religijnych, obecnie częściej naukowych) i podporządkowywać się ich wyrokom.
Pewnie są i inne powody. Na myśl przychodzi mi choćby strach przed odpowiedzialnością oraz potrzeba by „w razie czego” mieć na kogo ją przerzucić.
Patrząc od innej jeszcze strony – istnieje silnie zakorzenione przekonanie, że nie jest sztuką pytać, lecz sztuką jest udzielić trafnej odpowiedzi. To przekonanie wpoił nam choćby szkolny rygor, któremu poddawani byliśmy przez całe lata. Skutecznie wdrukował nam obraz: Nauczyciel vel egzaminator siedzi sobie mniej lub bardziej wygodnie i „odpytuje”, podczas gdy stojący przed nim zestresowany uczeń męczy się i wytęża, by udzielić właściwej odpowiedzi. Właściwej, czyli jakiej? No, takiej, która najbardziej przypadnie do gustu odpytującemu.
Tyle, że w coachingu nikt nikogo nie odpytuje. Zamiast stresu jest przyjemność wspólnej kreatywnej pracy. A praca coacha polega na zadawaniu pytań pobudzających do znalezienia takiej odpowiedzi, która nie ma zadowolić pytającego, lecz tego, kto jej poszukuje.
Inne dość powszechne przekonanie brzmi, że rada jest bardziej wartościowa od pytania. Lekarz daje receptę i zalecenia, psycholog wystawia diagnozę i udziela porady. Jakoś zapominamy, że w obu tych przypadkach, jedno i drugie jest następstwem przeprowadzonego uprzednio wywiadu (nieraz uzupełnionego badaniami). Im bardziej rzetelny jest wywiad, wnikliwsze pytania, uważniejsze słuchanie, tym większa szansa na trafne rozpoznanie i adekwatne leczenie. Oraz – przeciwnie. Nie muszę chyba podawać przykładów smutnych konsekwencji, kiedy to bez wysłuchania pacjenta zostały podjęte decyzje mające wpływ na jego zdrowie.
Zresztą, nie trzeba specjalistów. Niemal wszystkim z łatwością przychodzi udzielanie innym rad. Robimy to jakby odruchowo, kiedy widzimy, że ktoś się nad czymś zastanawia albo ma z czymś problem, stoi przed wyzwaniem, przygotowuje projekt lub zamierza spełnić marzenie. Na usta cisną nam się słowa typu „ja na twoim miejscu”. Rzadko te nieproszone rady bywają najlepsze, bo tak się składa, że nikt nie jest na miejscu drugiej osoby.
Powstrzymanie się od tego odruchu, wykorzenienie go i zastąpienie rzadko spotykaną umiejętnością głębokiego i wielopoziomowego słuchania, z którego dopiero wypłynąć mogą pytania sięgające sedna – jest niełatwą sztuką. O wiele łatwiej, bo szybciej, jest udzielić rady niż wysłuchać, a co dopiero potrafić stawiać takie pytania, które otwierają oczy i pomagają ujrzeć sprawy w nowym świetle. Profesjonalni coachowie studiują to, trenują i szlifują pod okiem mistrzów-mentorów. Tego rodzaju umiejętności nie da się nabyć z internetu ani z książek. Oczywiście nie tylko z tego powodu są cenne.
Cenna jest sztuka zadawania takich pytań, które rzeczywiście robią różnicę. Warto za nie zapłacić.
A Ty, jak sądzisz?
Ważne zastrzeżenie! Nie uważam, że coaching jest panaceum na wszystko, ani że jest dla każdego. Są zagadnienia, sytuacje i osoby niecoachowalne (napisałam o tym 2 posty, znajdziesz je tutaj https://mukoid.com/coachowalnosc-etyka-i-pragmatyka/). Wszystko, co powyżej napisałam, dotyczy osób, którym coaching mógłby przynieść wiele korzyści. A jest ich niemało – i osób i korzyści 😉








